|
nadejszła dziś ta wiekopomna chwiła, kiedy to dowiedziałam się, że moje pisanie na tej stronie nie jest trendi, dżezi i kul, gdyż ponieważ... kurwami nie rzucam.
brak mięsa według moich interlokutorów [oprócz naznaczonego w tytule Jędrusia w rozmowie uczestniczyła również CheEvara] absolutnie i bezdyskusyjnie przesuwa mnie do drugiego rzędu atrakcyjności kontentu na stronach w necie. a ja naiwna przez moment sądziłam, że byłam cofłam się w lata osiemdziesiąte, kiedy to brak mięsa powodował, że cała Polska siedziała w tym drugim rzędzie i wszystkim jakoś udawało się przeżyć bez anemii z powodu braku żelaza.
słowo 'kurwa' znane mi poniekąd z literatury pięknej i kultury nie zawsze wysokiej odbierałam zazwyczaj jako nacechowane emocjonalnie, nawet wtedy, gdy występowało w swym pierwotnym znaczeniu, czyli określało osobę zajmującą się formą działalności nazywaną przez wielu sponsoringiem bezpośrednim.
od słowa kurwa można utworzyć dwa czasowniki: - zwrotny - kurwić się - to jest właśnie opcja sponsorowana, więc żeby nie popaść w konflikt z tak zwanymi zleceniodawcami, rozważanie o formie 'się' kończę na tym zdaniu. - niezwrotny - czyli nieelastyczny, nienastawiony na zmiany, ani na kompromis, czy w ogóle porozumienie - kurwić - znaczy się.
kurwić każdy może, dlatego zatrzymam się na tej jakże cudownej, ekspresyjnej i uzależniającej czynności.
wielu konsumentów języka polskiego zbyt powierzchownie traktuje rzucanie kurwami i sprowadza tę sprawę do roli cokolwiek rozbudowanego przecinka. cytując choćby popularne 'pięknie, kurwa, pięknie' możnaby się z tym podejściem zgodzić, ale czy to jedyny sposób na wykorzystanie potencjału słowa 'kurwa'?
kiedyś wypowiedział się na ten temat profesor Miodek i wykładem zachwyciło się wielu. reszta nie posłuchała i nie wie, w czym rzeczona 'kurwa' może im pomóc. skupię się tylko na pięciu sytuacjach, z racji tego, że lubię liczby nieparzyste. innych powodów brak, ponieważ pisać to ja mogę długo i namiętnie, a i czas znajdę na to zawsze.
dobra, lecimy z tymi 'kurwami'.
- myślę, więc jestem, czyli człowiek czasem się nad czymś tam zastanawia. homo sapiens ma w życiu takie momenty, kiedy to przez szare komórki przetoczy mu się ciąg niewyartykułowanych do tej pory określeń, które dla porządku rzeczy nazywa się myślą. myśl z natury swej ulotna jest, więc potem nie pozostaje człowiekowi nic innego, jak przywołać ją w tajemny sposób. stoi delikwent przed lodówką z nabiałem w markecie i duma: czy ja lubię kefir? egzystencjonalista? marzyciel? wielbiciel freuda? cholera go wie... ale gdy myśl swą wzmocni, dokreśli, uwydatni i rzeknie w duchu: czy ja, kurwa, lubię kefir? od razu wiadomo, że on nie marzy, nie ma dylematów. ON SIĘ ZASTANAWIA! i to w maksymalnym skupieniu.
- jestem, jaki jestem, czyli człowiek musi się czasem określić. każdy, kto ma choć trochę bardziej rozwiniętą samoświadomość niż neonek w moim akwarium, wie, że dopada człowieka niewytłumaczalna chęć odszukania odpowiedzi na pytanie: jaki jestem? zupełnie nie wiadomo, dlaczego zazwyczaj dość bezproblemowo znajdujemy w sobie wady, ale amerykańscy bracia z uporem godnym osła chcą nauczyć ludzi ze starego kontynentu pozytywnego patrzenia na świat i siebie, jako jego integralną część. piszą na ten temat mile książek, które są potem tłumaczone na zrozumiałe dla nas kilometry. i co dziwne - kupujemy to, co nijak ma się do naszej mentalności, czytamy i pragniemy stosować. skutki bywają różne. ja rozpatrzę dwa. stoi człowiek przed lustrem [tak mu kazali w podręczniku od cudownej przemiany płotki w rekina] i mówi do tafli szkła złamanym głosem: 'mnie to nikt nie podskoczy'. ale w tramwaju, którym przypadek a podróżował z biura pełnego krawaciarzy do swego emdwa, przez ramię przeczytał mu kilka zdań z nowej biblii przypadek b. staje ten drugi przed lustrem w swoim em i rzecze: 'mnie to kurwa nikt nie podskoczy' ON SIĘ POZYTYWNIE NASTAWIA! głos i postawę modelując odpowiednio.
- jestem, bo mi się udało, czyli człowiekowi marzenia czasem się spełniają. heh, kto by nie chciał, żeby mu się marzenia spełniły. wszystkie bez wyjątku, nawet te, które tam głęboko w sobie chowa, bo wbito mu do łba, że lepiej zbyt wysoko nie mierzyć, ani też nie dążyć zbyt intensywnie do celu, ponieważ to egoizm jest. a fuj! ale załóżmy hipotetycznie [a można założyć niehipotetycznie? ;-)] że się udało. opierał się człowiek, na dupka samoluba wyjść nie chciał, ale udało się. i co mówi? 'to naprawdę niesamowite, że udało mi się spełnić marzenie numer 8, choć wcale się tak nie starałem, ojej, co teraz będzie, co sąsiedzi powiedzą, czy żona mnie zrozumie, bo ona zawsze była moim ekstrawagancjom przeciwna...' no już widzę takiego, co to w ten sposób się wywnętrznia, szczególnie jeśli marzeniem numer 8 było posiadanie na własność harleya davidsona, którego właśnie dostał w spadku po wujku ekscentryku. powie raczej: ale zaje-kurwa-bisty fart mam! ON SIĘ CIESZY, ŻE MU SIĘ UDAŁO! w duszy z żoną i sąsiadami, pomyśli o tym później. - jestem, bo mi się znowu uda, czyli człowiek musi się albo kogoś niekiedy zmotywować. o sztuce motywacji innych dowiedziałam się niedawno wiele na miękkim szkoleniu, które zapewniła mi firma. nikt tam nie używał słowa 'kurwa' i nie omawiał wykorzystania jego potencjału w tej jakże trudnej materii. a przecież przykłady cisną się same drzwiami i oknami, a nawet kanałem wentylacyjnym. pierwsze i koronne: 'późno, muszę już zwlec się z tego łóżka...' brzmi jak przez nieumyte zęby - nikt słuchać nie chce, ba nawet spojrzeć w odpowiednią stronę się brzydzi. ale jak sam sobie człowiek z rana pojedzie: 'kurwa, późno!' - od razu stoi na nogach i nie duma, gdzie wetknął wczoraj wieczorem kapcie. nie ma czasu na pierdoły. ON SIĘ ZMOTYWOWAŁ! a zęby na pewno umyje, bo działa konkretnie i celowo, a nie jakieś tam pitu pitu odstawia.
- świat jest wspaniały, czyli człowiek musi się czymś zachwycić od czasu do czasu. 'o kurwa!' załatwia wszystko. lepszej ekonomiki używania języka jako narzędzia do opisu rzeczywistości osiągnąć się po prostu nie da.
i jak? czy satysfakcja jest odczuwalna? nie? temat nie został wyczerpany? chcecie coś od siebie dorzucić, podyskutować, zagaić? "bardzo, kurwa jego mać, chętnie!" że tak zacytuję Ferdynanda Lipskiego... |