zadzwoń

- Halo.
- Witaj.
- Czy to...?
- Tak, kotku. To ja, Belinda. Tylko dla ciebie i tylko teraz. Mam kruczoczarne włosy i uwielbiam nawijać je na palce, gdy z tobą rozmawiam.
- Eee...
- Oj, coś zmienił ci się głos. Masz dziś zły dzień?
- Cholernie!
- Pani chyba pomyliła numer!
- Nie, chciałam zadzwonić pod 0 709 709 709. I dodzwoniłam się.
- Ale my nie obsługujemy lesbijek.
- Kogo?
- Nie znam też pani męża, narzeczonego, brata, ojca. 
- Aaa... To chyba jakaś pomyłka!
- Właśnie. To pomyłka!
- Nie, dzwonię pod 0 709 709 709. Ale nie mam męża, narzeczonego, brata. Ojca... Ojca też nie mam. Już nie mam.
- Więc o co chodzi?
- Nie wiem.
- Nie wiesz?
- Już jesteśmy na ty?
- Przepraszam panią, ja dopiero zaczynam w tym biznesie. I w sumie. Tak naprawdę. Pierwszy raz dodzwoniła się do mnie kobieta...

* * *

Odbiło ci! Ta praca jest do dupy, ale żeby od razu tak dać ciała! Nie jesteś przecież Belindą jeżdżącą do klientów! Jesteś Belindą pieprzącą brednie do słuchawki! Gadającą Belindą! Wzdychającą i sapiącą w ucho jakimś kolesiom! Jesteś Belindą spełniającą marzenia przez malutki głośniczek w ich uchu! No tak. Definitywnie odbiło ci! To nie dziwne. Trzy dni seksu przez słuchawkę wystarczą, by spędzać poranki na zastanawianiu się, kto wpada na pomysł, by zadzwonić na sexy-line. Ale żeby umówić się z kobietą? Nie tłumacz sobie teraz, że w twoim przypadku to normalne. To nie jest normalne dla Belindy spod numeru 0709 709 709. Wypierniczą cię, gdy się dowiedzą, dobrze o tym wiesz. Znasz regulamin.

* * *

- Jak cię rozpoznam, Belinda? Choć w sumie to łatwe, masz kruczoczarne włosy.
- No tak, mam.
- Naprawdę masz?
- Tak. Ale wolałabym, żebyś to ty miała coś charakterystycznego.
- Po co?
- Nie zwiejemy. A tak, może mnie zobaczysz, nie spodobam ci się, ulotnisz się.
- Nie spodobasz się? Zaraz, chwileczkę. Kwestię orientacji chyba już wyjaśniłyśmy. Pogadamy sobie, no nie?

* * *

Idę na spotkanie z laską z sexy-line. A mam wrażenie, że na kozetkę do doktora Bogackiego. Przecież on też nie żyje...

* * *

- Witaj. Masz czerwoną różę.
- Tak. Czekam na koleżankę. Ta róża jest dla niej.
- To miło z twojej strony.
- Też tak myślę.
- Ale ona nie przyjdzie.
- Przyjdzie.
- To znaczy... Źle się wyraziłem. Ona już przyszła.
- Słucham?
- To ja. To znaczy ja to Belinda.
- Co!!! Wiedziałam! Takie dziewczyny nie przychodzą! Wysyłają kolesi, żeby sprawdzić, czy ktoś ich nie chce gdzieś dmuchnąć na boku! Fajnie! Przepytasz mnie teraz w sprawach moich fantazji? Lepiej już pójdę!
- Poczekaj! To naprawdę ja!
- Akurat!
- Jak mam ci to udowodnić? Poczekaj...
- Dobra! Poczekam! W sumie to i tak już nie wiem, co ze sobą zrobić. Jejku, co za kibel! Wysyła kolesia! Że też na to nie wpadłam! Jak masz właściwie na imię? Zresztą możesz skłamać, to bez znaczenia.
- Bruno.
- Bruno?! No tak, a Belinda to twoja koleżanka po fachu! Doszła do wniosku, że wykręciłam nie ten numer?!
- To ja... Zaraz się przekonasz.
- Nie grzeb w kieszeniach! Ręce na stół! Może zaraz mi czymś psikniesz w oczy i obudzę się w tym waszym zakładzie rozkoszy! Co to za kable?! Nagrywasz naszą rozmowę na te małe urządzonko?! Będziecie mnie potem prześladować?! Kurwa, co ja tu robię! 
- To ja, Belinda, kotku...
- Jejku!
- Widzisz. To modulator głosu. Brzmię jak kobieta. Pomysł szefów na inny wymiar usług, bo niby facet lepiej wie, co kręci faceta. 
- Faktycznie masz kruczoczarne włosy...
- Mam. Jesteś lesbijką?
- Co się tak dopytujesz?! Gejem jesteś?! Masz umierającą matkę i szukasz kogoś, kto poudaje twoją narzeczoną, żeby ulżyć jej w cierpieniach?!
- Coś ty!
- Jednak idę! Słuchaj ty, no, Bruno! Pomyśl, że to pomyłka, rozumiesz! Pomyłka! Mnie tu nie ma. Zresztą nie ma mnie prawie wcale. To znaczy, w ogóle. Co ja plotę... Cześć, spadam, adieu!

* * *

- Halo, mogę prosić z Belindą?
- Belindy nie ma, ale jestem ja. I jestem lepsza...
- Chcę tylko Belindy!
- Belindy, Belindy! Nie ma! Słyszysz, głupia cipo!

* * *

- Nie dzwoń tam. Nie pracuję już w zakładzie rozkoszy.
- To ty? Skąd masz numer?
- Pamiętasz? Podałaś mi. Na wszelki wypadek...
- Skąd wiesz, że dzwoniłam?
- Od rudej Konstancji. Zresztą, czy to ważne?
- Właściwie nie... Dzwoniłam... Dzwoniłam, żeby cię przeprosić.
- W sumie też chciałem cię przeprosić.
- Wiesz... Wtedy, gdy zadzwoniłam do ciebie pierwszy raz...
- Wiem.
- Co wiesz?
- Nie powinienem się z tobą umawiać. No i teraz już tam nie pracuję.
- Przeze mnie?
- Czy przez ciebie? Nie wiem. To raczej taka karma. To miasto wypluwa mnie przy każdej nadarzającej się okazji. Wracam do siebie. Ale nie martw się, nie będę prosił, żebyś kogoś udawała.
- Do siebie?
- Tak, w lubelskie.
- Masz tam gdzieś obok waszą ulotkę? To znaczy ulotkę Belindy?
- Mam... 
- Możesz ją przeczytać na głos.
- Skończmy z tym. Przepraszam za wszystko.
- Błagam, przeczytaj. To ważne.
- Zadzwoń, zrób coś dla siebie, Belinda 0 709 709 709.
- Znalazłam ją za wycieraczką samochodu. Tamtego wieczoru, gdy wyszłam ze szpitala. W nim został jedyny spokojny port, jaki miałam w tym mieście. Został na zawsze. Teraz to miasto mnie pochłonie. A portem był mój ojciec... Powiedz mi, jak masz na imię?
- Bruno.
- Pytam, jak naprawdę.
- Tak właśnie mam.
- Przecież wtedy kłamałeś.
- Nie. Powiedziałaś, że mogę skłamać, bo to bez znaczenia. Nie skłamałem. Mam tak naprawdę na imię. A Ty?
- Ja...?
- Tak, ty. Jak masz naprawdę na imię?
- Belinda.

 

Free template 'Colorfall' by [ Anch ] Gorsk.net Studio. Please, don't remove this hidden copyleft!