- no i powiedz mi, jak ty sobie z tym poradzisz?
- mam pigułki na radość.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok jedna żółta, dalej trochę mniejsza czerwona i pół białej z połową napisu. Kubek. Niebieski. Dziś jest czwartek. Powinien być żółty. Cholera! Przecież stłukł się w zeszłym tygodniu. Nie odkupiłam. Gdzie jest kartka? Aha, na lodówce.
- Kupić żółty kubek - wyrzucając z siebie sylaby zapisywała koślawymi literami na skrawku papieru przytwierdzonym do lodówki magnesem z telepizzy.
Dobra, załatwione.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok jedna żółta, dalej trochę mniejsza czerwona i pół białej.
Sięgnęła z nieskrywanym obrzydzeniem po kubek z wtorku. To wtorki bowiem zawsze miały być niebieskie. Dawać jej odprężenie po piekielnych i bezbarwnych poniedziałkach. Pierwszy dzień tygodnia zazwyczaj przynosił nieoczekiwane zwroty. Nie cierpiała tego. Choć może tylko nie lubiła, lecz słowo ‘nie cierpieć’ otwierało inne furtki.
- Nie cierpię łamania reguł - powiedziała patrząc prosto w oczy kubka z wtorku.
On naprawdę je miał. Owalne białka, a na nich czarne kropeczki. Do tego był wyposażony w uśmiech.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok jedna żółta, dalej trochę mniejsza czerwona i...
- Czego się śmiejesz, głupolu! No naprawdę nie wiesz o świecie. Stoisz w tej szafce obok poniedziałku i środy, a resztę masz gdzieś. Ale nie martw się, życie cię jeszcze niejednego nauczy.
Herbata była bardzo gorąca. Parzyła w język, a ten poddawał się torturze w milczeniu. I tak artykułował zbyt wiele, więc poranną praktykę ascetyczną znosił z honorem. Nie lubiła swojego języka. Za to, o czym jej przypominał.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok jedna żółta, dalej czerwona.
Czerwona była środa. To wczoraj. We środy potrzebowała energii, a to mógł zagwarantować tylko i wyłącznie odpowiedni kolor.
- Cholera! - oparła o szafkę łokieć trzęsącej się ręki.
Wbiła wzrok w parującą herbatę, ale ta nie została na miejscu. Wylała się na stopę bezczelnie dając do zrozumienia, że sama wyznacza swoje granice.
- To przez ciebie! - trząchnęła kubkiem.
Zemsta herbaty była słodka. Część z dwóch i pół łyżeczki rozpuszczonego cukru niszczyło naskórek dłoni.
Szybko pod wodę. Szybko pod wodę!
Pobiegła do łazienki i weszła pod prysznic.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok jedna żółta, dalej...
Obok prysznica wisiało siedem szlafroków.
Niebieski kubek, niebieski szlafrok... Nie! żółty szlafrok. Niebieski kubek. Nie! Cholera! Dziś jest środa?!
Nie. Czwartek.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok jedna żółta.
- Chcesz mnie wprowadzić w błąd? Jestem jakiś pieprzonym, porcelitowym agentem, czy co? Ale nie dam się. Nie weźmiecie mnie tak. To ja was powołałam do życia, ja was zabiję! Wiem! Mogę to zrobić! Rozumiesz, że to wiem!
Znów patrzyła w oczy niebieskiego kubka. Otworzyła szafkę. Na środkowej półce stały po kolei: biały poniedziałek, czerwona środa, zielony piątek, pomarańczowa sobota, niedziela w kratkę.
- Dobra! Jesteście! I macie tu być.
Dwie niebieskie z cyferkami, obok...
Obok kubków swoje miejsce miały talerzyki. Siedem plus jeden. Czyli osiem. Od góry biały, niebieski, czerwony, żółty, zielony, pomarańczowy, w kratkę, ostatni był czarny. Od dołu czarny był pierwszy.
- Wiesz co? Masza kazała mi ćwiczyć asertywność. Nie będziesz rządził moim życiem, skurwielu.
Otworzyła okno. Niebieski kubek z wtorku właśnie dostał paszport i bilet w jedną stronę. Podróż zakończyła się katastrofą. Uśmiech z jego twarzy starła płyta chodnikowa.
- I dobrze ci tak! - krzyknęła w ślad za nim - Don’t mess ‘round with Foxy Brown!*
Dwie niebieskie.
Na sucho.